Dlaczego wszyscy wieszają psy na naszym pokoleniu?

potoczna-brokat-snort

Dziś będę jak ryba w wodzie, bo to jeden z moich najulubieńszych tematów na spędzanie wieczoru przed komputerem. Dziś rano, zanim jeszcze wzeszło to niemrawe słońce, jechałam tramwajem do pracy i podczas codziennej prasówki natknęłam się na po raz kolejny udostępniony artykuł Wyborczej. Czytałam go już kiedyś, w sumie poniekąd wyraziłam sporą aprobatę, ale trochę zaczyna wkurwiać mnie fakt, że ludzie, którzy traktują nas wszystkich jak eksponaty w zoo budują swój autorytet na tragedii pokolenia  Z czy Y.

Nie będę pisać bardzo rozwlekłych usprawiedliwień wadliwości naszej generacji, która tak naprawdę sama zajebiście skutecznie udowadnia swoją ułomność. Dawno temu wiedziałam, że nie przypisano nam w historii żadnej znaczącej roli, że to nie o nas będą mówić „to pokolenie zmieniło bieg wydarzeń”. Ktoś podczas jednej z wielu intelektualnych libacji wieku wczesnej dwudziestki powiedział mi:
„Idea młodości została zachwiana, kiedy zaczęło się liczyć, a w naszych czasach trzeba liczyć coraz szybciej i coraz wcześniej. Wszyscy  chcemy się sprzedać, pytanie tylko, kto sprzeda się najdrożej?”.

I to jest właśnie cała istota naszego pokolenia, na które przyszło mi tutaj już trochę ponarzekać, ale mimo wszystko jak w piosence Hey kocham to, że urodziłam się w tym właśnie momencie. To nieprawda, że liczy się dla nas tylko hajs, fejm i nowy iPhone, to nieprawda, że nie potrafimy robić rzeczy po prostu i na koniec to nieprawda, że mamy na wszystko wyjebane. Pewnie nie tylko Tobie, gdy mówiłeś że zostaniesz wielkim filmowcem, pisarzem czy fotografem itp., rodzice mówili „niech się bawi, przejdzie mu”. Ja też miałam być lekarzem, prawnikiem czy ekonomistą, a przecież kończąc liceum najchętniej zaszyłabym się na jakimś ciemnym wydziale filmoznawstwa i dalej jarała się magią wielkiego ekranu. Teraz, w wieku 26 lat pewnie pracowałabym w jakimś chujowym korpo, słuchając od rodziców przy każdej okazji jak to zmarnowałam sobie życie. Uległam im połowicznie, znajdując  złoty środek tej maskarady zwanej „moja przyszłością”. A kolejne pokolenia są coraz bardziej krnąbrne w sieci, coraz mniej walcząc o swoje w rzeczywistości- nie boją się życzyć ci śmierci, bo shejtowałeś ich ulubionego YouTubera, ale nie wykrztuszą słowa gdy ojciec wybierając im studia grozi, że odetnie ich od hajsu. Ja wierzę, że ci ludzie mają lub przynajmniej mieli jakieś marzenia, plany i wartości, które pod presją najbliższego otoczenia, odpuszczają dla świętego spokoju. Brak im samozaparcia i buntu, bo niby kto miał ich/nas tego nauczyć? Facebook, który sprzedaje nam bajkę o pomaganiu ludzi lajkami? Nauczyciele, którzy w większości tylko narzekają jaka to kiedyś była lepsza młodzież ? Rodzice, którzy w tym swoim „robię to dla twojego dobra” karzą nam rezygnować z samych siebie?

Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy w wieku  23 lat pracują już na etacie, bo rubryka DOŚWIADCZENIE w CV musi się zgadzać. Pracujesz jak musisz, a jeśli nie musisz to pierdol to i nie marnuj sobie młodości, idź do organizacji studenckiej, zapisz się na kurs szycia albo zacznij pisać książkę. Zrób cokolwiek, co cię interesuje, jara czy pozwala zabić nudę, tylko zrób to dla siebie. Ludziom łatwo jest mówić, że jesteśmy chujowi, że oni zrobili by to totalnie lepiej i w ogóle to lepiej żebyśmy zostali w tej swojej wirtualnej rzeczywistości, bo co my tam możemy wiedzieć. Narzucane jest na nas miliony oczekiwań, których nikt z nami nie konsultuje, a później gdy ku wielkiemu zdziwieniu okazuje się, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, mamy kurewskie poczucie winy, że kogoś zawiedliśmy. Pochodzę z rodziny lekarzy – tata, mama, siostra, wujek, ciocia, a ja? A ja w liceum byłam zagrożona z biologii i zgłaszałam się do mycia akwarium żółwiom legendarnej Pani Cieplik, żeby mnie nie pytała. Rodzina rozczarowana, bo przecież tak ją zawiodłam. Jebać to! Nie chce być moralizatorem, ale powiem wam, że później jest lepiej.Spotakałam w życiu wielu ludzi, w których gasło światło, poniekąd sama byłam jedna z nich. Ostatni tydzień spędziłam pławiąc się w roczniku mojej najlepszej młodość, w urzędzie zapisanej jako 2009. I muszę przyznać, że lubiłam tego patologicznie rozmarzonego człowieka, który totalnie szczerze wierzył, ze może coś zmienić. Podrasowane życie na jakimś fejmowym portalu ci tego nie zrekompensuje. Bo tak naprawdę przestaliśmy żyć ze świadomością, że mamy jakiś wpływ na swój los, co dopiero na świat.

Prędzej czy później przekonacie ich do siebie, ale życie bez przeświadczenia że jest w tym chociaż cząstka ciebie to nie jest dobre życie. Nie przeczę, że pieniądze są ważne, ale to nie jest całe życie, bo całe życie to tak naprawdę ludzie, którzy czynią je wyjątkowym, więc bądź jednym z nich. A teraz ty tam, hejterze, co to w roku urodzenia masz osiemdziesiąt coś i miej – czytaj to i ciesz się, że za twoich czasów było lepiej, inaczej i w ogóle. Bo może mamy teraz pieniądze, nieograniczoną mobilność i tysiące perspektyw, ale czy świat pozwoli nam tego spróbować?

No i już, koniec, po wszystkim, czekam na privy od Potocznej, która shejtuje mnie za zbyt dużą dawkę patosu. Ale dziękujemy oraz serdecznie za cover photo tej młodej zdolne, co to się nie boi marzenia spełniać potoczna

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s