Żyję jak Wilk z Wall Street, zarabiam jak babka Kiepska

wilkKilkanaście paskudnych tygodni temu jechałam tramwajem, wracając z kolejnej rozmowy o pracę w korpo, której tak naprawdę zajebiście nie chciałam dostać. Na przystanku Galeria Dominikańska, jak to bywa zazwyczaj w takich porach stała starsza Pani w czerwonej kurteczce „Metro”, krzycząc: „POLSKA! ŚWIAT! POLSKA ŚWIAT!”. Darmowa prasa to było coś, co w sumie chętnie wzięłam, bo odkąd liczyłam budżet, a biorąc pod uwagę, że liczyłam go chujowo, nie przewidywałam wydatków na prasę. Staliśmy wtedy w jakimś turbo korku, bo przecież nie żyję w świecie Taco Hemingwaya i nie jeżdżę metrem, a to wcale nie był koniec lipca. No więc stoimy, a ja nieudolnie przewracam strony tej papierowej gazety i wreszcie znalazłam artykuł, którego szukałam od 20 jebanych minut.

I zanim powiem co to było, chciałam wtrącić małe uzasadnienie, dlaczego z taką precyzją badam teraz jakiekolwiek twory kultury trącające o temat pokolenia młodych. Na film „Wszystkie nieprzespane noce” czekałam tak długo, że nawet nie powiem jakiej marki papierosy paliłam w czasach, gdy na niego nie czekałam. Pompowana przez wszystkie cenione przeze mnie media, parada peanów na cześć tego filmu wcale nie pomagała w oczekiwaniu na niego, tym bardziej, że w zwiastunie pokazali te piękne młodzieńcze obrazki w rytm genialnego bitu Caribou (tak, wiem że to remiks, także nie pisz tego w komentarzu). W końcu kupiłam bilet, w pierwszym rzędzie, bo cała horda hipsterów pomyślała o tym przede mną . I tak naprawdę wyszłam z kina wkurwiona, na siebie, na ten film, na tą młodość co jest teraz, bo to już nie moje pokolenie. Nie będę pisać, że chujowe, że nie polecam i generalnie te wszystkie bananowe postacie możecie sobie wsadzić w dupę. Napiszę tylko, że w polskiej kinematografii nie było autentycznego obrazu teraźniejszej młodości i dla mnie nadal go nie ma.

Dlatego właśnie jestem obecnie trochę bardziej niż zwykle przeczulona na punkcie tego tematu, więc gdy zobaczyłam artykuł: „Młodzi królowie kredytów”, musiałam to zweryfikować. Oczywiście jak to bywa w prasie – był dramat, były dzieci i był niesprawiedliwy system. Mnie osobiście nie poruszyła historia jakiejś głupiej typki, która pracując na 3 zleceniówkach wzięła kredyt na 40 tysięcy i później była zaskoczona jak ochroniarz z legnickiej Biedronki, że chyba nie stać ją na spłatę. Uchylę jednak czoła nad pozostałymi bohaterami reportażu, którzy idealnie wpasowują się w cebulacką kronikę yuccie. Żeby przybliżyć Wam tę wysublimowaną subkulturę młodych kredytobiorców, naszkicuję kilka najpopularniejszych typów, bo zapewne każdy z was zna kilku z nich.

  1. Magik chwilówek

Nie będę krytykować chwilówek, bo szczerze mówiąc uważam je za mniejsze zło niż karty kredytowe, na tzw. nagłe wydatki, które „nagle” pojawiają się zaraz po aktywowaniu karty. Chwilówki bierzesz, spłacasz i masz wyjebane, z kartą pałujesz się przez najbliższe 2 lata łudząc się, że ją spłacisz, przeklinając dzień, w którym Alina z BZ WBK wcisnęła ci to gówno. Ten typ to  w miarę rozsądny typ, który nie przepuszcza hajsu na pierdoły, ale są momenty, gdy po prostu potrzebuje hajsu na już, bo Opener i wszyscy jadą, bo matka w końcu dała mu mieszkanie ze straszącą w nim prababcią, a nie urządzi go za hajs ze sprzedaży dwóch meblościanek, które miał na jego stanie. W takich momentach decyduje się na chwilówkę, a z nimi jest jak ze słonecznikiem- nie przestaniesz, dopóki nie zjesz całej paczki. Spłacasz jedną, ale w sumie przez to brakuje ci hajsu, więc bierzesz kolejną, żeby żyć na poziomie, ale wypełniasz wniosek po butelce wina #staccie, więc w amoku wpisujesz za dużą kwotę. Kasa jest na twoim koncie, a ty zapewniasz sam siebie, że wydasz tylko te 400 zł, które chciałeś pierwotnie. Mijają 2 tygodnie, a ty usprawiedliwiasz się faktem,  że przecież i tak to spłacisz, bo do wypłaty jeszcze tylko 10 dni i w ogóle #pieprzyckonsekwencje. I spłacasz to w końcu i obiecujesz sobie, że więcej nie bierzesz, ale przecież za 2 miesiące Opener, a to nie są tanie rzeczy.

  1. Byle do pierwszego…

To chyba najpopularniejszy typ, bo w sumie każdy z nas kiedyś nim był, jeśli w nagłówek wstawi odpowiedni sobie termin comiesięcznego przelewu na życie. I o ile zdarza ci się to sporadycznie to jeszcze nie masz się czym martwić, ale jeśli każdego miesiąca jesteś tym wkuriwającym typem, który na hasło „zrzuta” odpowiada „jestem przed wypłatą” to masz duży problem. Bo tak naprawdę przed wypłatą jesteś przez 99% miesiąca, pomijając ten jeden dzień, kiedy ona przychodzi, a ty spędzasz go sam kupując kabanosy tarczyńskiego, gieta baki i litr Jacka Danielsa #stacmnienato. Więc nie bądź chujem i od czasu do czasu postaw wódkę swoim cyklicznym sponsorom, w postaci twoich przyjaciół, bo jeśli tego nie zrobisz to może przyjść ten dzień, kiedy sumiennie cię podliczą za wszystkie twoje „przeleje ci po dziesiątym”.

  1. Na pełnej cebuli

To najgorszy możliwy typ, który mówiąc bez ogródek: już w ogóle się nie pierdoli i niby mówi, że odda, ale nie do końca wiadomo z czego, bo przecież żadna praca nie jest go godna. To ten gość, który przez 290 dni w roku jest na etapie szukania pracy i w każdej możliwej ma takiego pecha, że albo jest przekwalifikowany, albo ją zaczyna i dopiero wtedy okazuje się, że jest zbyt dużym kozakiem na tą robotę. Ślepy wyznawca doktryny Ferdynanda Kiepskiego, że w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem. I o ile Ferdek miał jeszcze stypendium w postaci renty babki, tak dla tego typa ty jesteś tą babką, której chętnie podpierdoli kilka papierosów albo naciągnie na drinka w klubie.

  1. Pięcioletnia biznes woman

Niestety miałam nieprzyjemność obcować dość blisko z tym rodzajem człowieka, tak przedsiębiorczego i zaradnego, że  sam siebie przekręci na hajs. Ale nie martwi się tym, bo zawsze ma lokatę premium w postaci tatusia, który podobno sra pieniędzmi, a legenda głosi, że na wakacjach w Bułgarii w ’97 na plaży walizkę z pieniędzmi miał przykutą kajdankami do ręki. To ten typ osoby, a zazwyczaj jest to kobieta, który opowiada niestworzone historie jak to nie podciera się hajsem, jak to na swoją 18. wleciała na paralotni przy akompaniamencie chóru Aleksandrowa, jak to ojciec kupił jej zegarek o wartości małego mieszkania w centrum Warszawy, ale ona go zgubiła najebana na imprezie i #jebemnato. Ale jak przypomnisz się po raz 10 o te 20 jebanych złotych za ten obiad, co to jej zapłaciłeś, bo #mamtylkokarte to za każdym razem powie ci, że jest awaria banku i odrzuca jej przelewy.  Kończy się tak, że swoje dziwne długi spłaca kartą kredytową, którą po cichaczu, w tajemnicy przed starymi zaproponowała jej Pani z banku, ale tak naprawdę nawet to rozpierdala na sztuczne rzęsy i taksówki, bo gardzi publicznymi środkami komunikacji. Po kilku miesiącach, gdy bank domaga się spłaty, pomimo faktu, że podobno zarabia 5 tysięcy netto miesięcznie (za mieszkanie still płacą starzy) nie stać ją na spłatę, więc ze łzami w oczach telefonuje do rodziców wymyślając na poczekaniu totalnie odklejoną historię o tym ile miała opłat w tym miesiącu. Tatuś spłaca, a ona zadowolona jara się swoim statusem Golden Clienta w aplikacji Wicar.

  1. Królowa rat

W sumie trochę lubię ten typ, bo moja najserdeczniejsza hazardzistka jest sztandarowym przedstawicielem tego rodzaju. Nad pierwszymi zakupami na raty nawet się zastanawiasz, kalkulujesz czy cię stać i nawet jeśli bardzo potrzebujesz nowego komputera, telefonu czy pralki to nie kupisz go od tak. Przechodzisz przez te wszystkie weryfikacje i kiedy kilka dni później masz w dłoniach swoją pierwszą kupioną na raty rzecz nie masz wątpliwości – to jest coś dla ciebie. Zaczynasz 3 miesięczne praktyki w studio filmowym ? Kup aparat na raty, mówiąc wszystkim że przyda ci się na kolejne lata, bo przecież od dawna chciałeś nauczyć się robić zdjęcia. Spłacaj raty przez kolejne 9 miesięcy i wyciągnij aparat tylko na pokurwundzie, co by zrobić wszystkim takie foty, co i tak ich nie puścisz w sieć, bo przecież #etykieta. W piątym miesiącu pierwszych rat kup telefon, co by nagrywać lepsze snapy, żeby jeszcze przed spłatą rat zorientować się, że to był chujowy wybór i musisz sobie sprawić nowy model. A gdy masz już pakiet 4 rat miesięczne zorientuj się, że tak naprawdę to potrzebujesz komputera, bo ten co rodzice kupili ci za zdaną maturę 8 lat temu w sumie już długo nie pociągnie. Finalnie nie kupuj komputera tylko dokup ram, bo #szkodahajsu i dalej odpalaj folder zdjęcia przez 15 minut.

Reklamy

4 thoughts on “Żyję jak Wilk z Wall Street, zarabiam jak babka Kiepska

  1. Jestem tu pierwszy raz i bardzo spoko sie Ciebie czyta, fajny styl. Jesli chcesz jakas uwage od randomowego czytelnika, to uzywaj mniej hashtagow. Jeden – dwa na tekst luz, fajny koloryt, wiecej troche razi. Chcialem tez napisac ze to still nie pasuje, ale sam napisalem randomowy, wiec w tym temacie milkne 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s