Dlaczego życie po 25. jest chujowe ?

mePamiętam jak rok temu z kawałkiem pisałam tekst, który był peanem na cześć moje młodości, nie zdawałam sobie sprawy, że ta swoista spowiedź zamknie mój ulubiony rozdział na zawsze. I niby rok niewiele zmienia, ale w obecnej sytuacji stwierdzam, że zmienia zajebiście dużo.  W zasadzie wciąż śmieszą mnie ludzie, którzy wrzucają sobie na fejsa zdjęcia z tym legendarnym tekstem Piotrusia Pana „Don’t grow up, it’s a trap”, ale poniekąd coś w tym jest.  Więc dlaczego życie po 25 jest tak chujowe?

  1. Rodzice kasują cię z listy stałych przelewów w banku

O ile bycie biednym w pierwszej połowie 20 można było wykpić anarchistycznym : „na chuj mi pieniądze, jestem artystą”, tak w wieku 26 lat trochę siara, że żulisz od kumpla szlugi przez całą imprezę. Czasy, gdy rodzice mieli jeszcze trochę litości dla twojego ubogiego funduszu na młodzieńczy hedonizm, dawno minęły. Teraz ze swojej śmieciówki płacić musisz nie tylko za permanentnie przecenioną pół litrową żubrówkę biała, ale również za mieszkanie, telefon, internet, a co najgorsze- te wszystkie lanserskie łachy, co to pozwalają ci poczuć się jakby znowu był 2010. I jak żyć, gdy zarabiasz 11 zł brutto sprzedając ludziom kit, że zetafon to najlepsza oferta na świecie, a dodatkowo masz plan naprawczy, bo za dużo czasu poświęcasz na autofrustrację na papierosie z innymi przegrywami z korpo?

  1. Masz stałą pracę

Wydawać by się mogło, że stała praca jest  czymś, o czym marzy każdy świeżo upieczony absolwent. I to najlepiej taka na umowę o pracę, żeby sobie na emeryturę odkładać . Ale bądźmy realistami – czy liczenie monitorów na stanie twojego korpo jest szczytem naszych marzeń ? Wszystko fajnie, ale siedzisz w robocie od 8.00 do 16.00 każdego jebanego dnia, znasz na pamięć katalog ikei, a największą rozrywką dla ciebie jest robienie psikusów jedynym normalnym ludziom w otoczeniu, czyli księgowym. A po tym całym nudnym dniu nie możesz nawet się porządnie napierdolić, bo jutro znów musisz się tam pokazać. I o ile Olimpia (l.47) z działu kadr jara się swoim mega poukładanym życiem, tym bardziej że dziś udało jej się dorwać zajebistą promkę na kurtki jesienne w Lidlu, ty wciąż jedną nogą jesteś w czasach przed 25 i jedyne o czym marzysz to otworzenie piwa o 12.00 i oglądanie cały dzień nowego sezonu Warsaw Shore.

  1. Masz chujową pracę

Tak naprawdę to bez znaczenia na jakiej umowie aktualnie pracujesz, 80 % osób po studiach i  tak ma chujową pracę. Nawet jeśli nie pracujesz w korpo, do pracy przychodzisz na którą chcesz i działasz w branży rozrywkowej to i tak znajdziesz miliony powodów, dla których twoja praca ssie tak samo mocno jak TVP po dobrej zmianie. Jesteś cały czas pod telefonem, w pracy niby masz dni wolne, ale te dni wolne poświęcasz na łatanie fuckupów innych, bo w tym tygodniu tobie akurat udało się zrobić wszystko zajebiście. Przez 6 miesięcy narzekasz, że beznadziejny hajs, za duży zapierdol i ogólnie #umowaodzieło, ale pod koniec sezonu i tak marzysz, żeby przedłużyli ci umowę na kolejny. Bo szukanie nowej pracy to za duży wysiłek i w końcu robisz w produkcji telewizyjnej. I tak napierdalasz przez kilka lat, aż ktoś w końcu cię zwolni, bo przecież sam nie wyjdziesz z comfort zone.

  1. Zarabiasz więcej, ale wciąż brakuje ci hajsu

Co miesiąc przed wypłatą mówisz sobie, że tym razem oszczędzisz trochę kasy, bo przecież 2500 to duża cyfra, a za czasów studenckich jak król żyło się za 1000, a później przychodzi przelew i po kilku dniach wiesz, że i tak nie starczy ci do końca miesiąca. Im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz, a im więcej wydajesz tym bardziej nie ogarniasz na co rozpływają się twoje ciężko zarobione pieniądze. Jeśli któregoś miesiąca uda ci się oszczędzić 500 zł to tylko dlatego, że przed 2 tygodnie siedziałeś u starych po operacji kręgosłupa i nie mogłeś chodzić.

  1. Rozpoczynasz przygodę z zakupami na raty

Skoro starzy nie kupują ci już biletu wstępu na festiwal hipsteriady, musisz zacząć wykminiać alternatywne opcje utrzymania swojego statusu społecznego. Wchodzisz na allegro i  wrzucasz do koszyka najnowszego iPhona, nowego kompa z wyczesaną kartą graficzną (wciąż łudzisz się, że po pracy wrócisz do nauki After Effecta) i do tego koniecznie głośniki na bluetooth, co by na pełnej wejść w wakacje (nieważne, że dopiero listopad). A później przed 4 godziny do skutku jak natrętny świadek jehowy napierdalasz przelewy na złotówkę, bo któryś bank musi zweryfikować cię pozytywnie. I gdy po 24 miesiącach w końcu spłacasz ten majdan, bierzesz kolejne raty, tym razem na samochód, bo nareszcie zrobiłeś prawko i tak popadasz w błędne koło, wiecznie będąc na minusie. Ale za to w jakim stylu.

  1. Nie najebiesz się w tygodniu

Wszyscy twoi przyjaciele pracują, ty akurat masz dzień wolny, bo w twoim korpo jutro nie będzie prądu w związku z modernizacją. Masz mega ochotę uczcić ten dzień jakąś szaloną wieczorną akcją, którą zakropisz dużą dawką alkoholu i dobrej zabawy. Tylko o ile są rzeczy za które zapłacisz kartą MasterCard, wszystkie inne są bezcenne. Stać cię na alko, ale nie masz się z kim napić, bo wszyscy twoi znajomi pracują, więc upijasz się na smutno w samotności, stalkując swoich byłych na fejsie. I gdy po 4 drinku przez przypadek klikasz lajka pod zdjęciem nowej dziewczyny swojego chłopaka z liceum, wiesz że to moment, kiedy powinnaś iść spać. A wolny dzień spędzasz na kacowaniu, zamawiasz KFC z dostawą do domu i masz obrzydzenie do samej siebie, bo cały dzień oglądasz seriale i jeszcze dorzucasz do pieca.

  1. Jesteś zmęczony

Gdy wreszcie przychodzi weekend i wiesz, że wszyscy mają wolne, więc na pewno srogo się rozerwiesz na mieście albo wypasionej domówce, wracasz z pracy i postanawiasz uciąć sobie zasłużoną drzemkę. Zwijasz się kokon z kołdry i nastawiasz budzik na za 1,5 h, a gdy wstajesz to czujesz się jakbyś  był uczestnikiem Azja Express, a to był 20 tydzień zmagań o immunitet. Pijesz kawę, ale w sumie biorąc pod uwagę twoje uzależnienie od niej, nic ci to nie daje, więc wpadasz na domówkę do kumpeli pijesz kilka drinków, jest ci wesoło, ale cały czas marzysz o powrocie do domu i leżeniu jak precel z nowym sezonem Mr. Robot.

  1. Bycie singlem nie jest już tak zajebiste, jak piszą w Cosmo

Aktualnie nie jesteś w stałym związku, właściwie nie przeszkadza ci to, ale gdy z każdej strony piorunują cię pytania o absztyfikanta albo opowieści o tragicznie obumierających jajeczkach w twoim ciele, masz ochotę się zabić. Pomimo faktu, że konto na Tinderze uważasz za szczyt żenady, zaczynasz umawiać się na randki w na wpół ciemno, co jeszcze bardziej cię dobija. Jeśli natomiast nie ulegasz presji otoczenia i za cel stawiasz sobie pokazanie, że single mogą żyć godnie- uważaj, bo każda twoja spontaniczna imprezowa „miłość” będzie się długie tygodnie odbijała echem wśród twoich spantoflałych przyjaciółek.

  1.  Nie jesteś na bieżąco

Pamiętasz jak brylowałeś w towarzystwie znajomością najnowszych trendów w internetowych memach ? Pamiętasz jak znajomi prosili cię o podesłanie jakieś nowej fajnej muzy,  bo zawsze miałeś coś nowego ? Zapomnij o tych czasach, teraz cudem znać będziesz nuty, które od miesiąca lecą w esce. I to nie tak, że się zaniedbujesz, ale odkąd masz pracę to nie masz czasu oglądać 20 filmów na YouTube jak to ktoś reaguje na reklamę Media Expert. Informacje przeciekają ci przez place, a branie udziału w kolejnych konkurach fotograficznych z serii „Ja i moje niedojebanie mózgowe” wcale ci w tym nie pomaga. Musisz pogodzić się z faktem, że twój peak time się skończył i po prostu rozkoszować się gdy w Mleczarni leci playlista twojej zajebistej młodości, z czasów gdy nikt nie potrafił cię zagiąć.

  1. Jesteś mniej aktywny w social mediach

Kiedyś  dokumentowałeś każdą minutę swojego życia, dziś w sumie szkoda ci na to neta, bo lepiej wykorzystać go na śmieszkowanie na snapie z przyjaciółką po pracy. A w głębi duszy wiesz, że tak naprawdę nie masz nikomu nic fajnego do pokazania, może poza kolonią pleśni którą wyhodowałeś na tej patelni w zlewie, bo odkąd nie masz miliona współlokatorów nie możesz kłamać, że to nie ty smażyłeś na niej jajka. I jeśli nie jesteś jedną z osób patologicznie kochających totalnie odrealnione selfie to twoje dni w social mediach są policzone, bo autentycznie nie masz, co pokazać światu.

Jeśli po przeczytaniu chcesz mi wysłać wyrazy współczucia to klikaj i czytaj:
Od redakcji słów kilka

Reklamy

3 thoughts on “Dlaczego życie po 25. jest chujowe ?

    • Thx za radę 🙂 tekst jest po prostu podsumowaniem obserwacji zmiany życia ludzi po osiągnięciu pewnego pułapu wiekowego. Mogłabym skupić sie na pozytywach i opisać jak zajebiscie sie dorasta, ale po co ? Takie rzeczy znajdziesz u coachow, psychologów i innych fachowców, którym nie jestem. Pozdrawiam oraz serdecznie i cieszę sie, ze udało mi sie zająć chwile 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s