Coli też nie czuję

partyOd kilku tygodni nie jestem zbyt pro imprezowa, nie do końca potrafię określić przyczynę tego zjawiska,  to chyba starość nas dopada, bo to już nie te czasy, gdy po całonocnej popijawie szło się na 9.00  na włoski do Pani Żanety. Teraz jesteśmy coraz bardziej podobni do tych warszawskich słoików, co to piją tylko w weekend, oczywiście po uprzednim ustaleniu wszystkich szczegółów dotyczących spotkania. Pijemy drinki, a jak w stanie upojenia zapomnimy o swojej metryczce wiek to zamawiamy piwo, by dnia kolejnego gorzko żałować tej mieszanki. Ostatnio nieźle wychodzi mi punktowanie, więc dziś zrobię to samo punktując kolejne etapy każdej zajebki.

Etap 1- czekanie

To dopiero początek, gdy jeszcze do gry nie wchodzą kieliszki, a goście leniwie zaczynają się schodzić. To ten moment, gdy Cegła ma jeszcze fajki, a Jopa nie puszcza Braci Figo Fagot. Ja uczestniczę w tym etapie bardzo rzadko, chyba tylko wtedy gdy sama organizuję imprezę. Nie lubię być punktualna, bo nigdy nie należałam do fanek początków. I pomimo faktu, że nieopalający cię Cegła brzmi kusząco to jakoś bycie na czas mi nie przystoi.

Etap 2- rozgrzewka

Zaczyna się w chwili, gdy już trochę ciąży wam fakt, że w lodówce stoją te wszystkie zamknięte butelki i puszki. Więc czekacie na sygnał. I nagle ktoś mówi :

„Może się napijemy?”

No i zaczynamy od drinków, bo nie wypada moczyć mordy od razu z grubej rury. Tylko te drinki to tylko przykrywka, bo na papierosie podchodzi do Was Jopa i prosi żebyście spróbowali jej drina:

– Jopa sama wóda, coś ty taka łasa ?

– No właśnie ja w ogóle jej nie czuje… W sumie Coli też nie czuje.

Etap 3- jakby nie było jutra

Po kilku drinkach i kilkunastu wizytach w toalecie zaczynacie kalkulować, że chyba nie starczy wam popity, bo tylko Jopa używa jej rozsądnie. Postanawiacie nie ciotować i rozpocząć festiwal kieliszka. Wtedy po jednym czy dwóch shotach roicie sobie w głowie, że jutro kończy się świat i macie przed sobą tylko tę jedną noc, więc pijecie tą wódę jakby nic innego nie istniało. A później  wychodzicie na papierosa i nie ma was po 30 minut, bo rozpoczynają się pijackie dyskusje o polityce. I tutaj pojawiają się kłody, bo to zawsze niezręczny moment, gdy pijesz z nową ekipą i okazuje się, że to sami korwiniści, miłośnicy Kukiza albo co gorsza narodowcy. I już jesteście wkurwieni i wcale nie chce wam się dłużej pić, bo świat właśnie się zawalił. Ale jak to bywa w takie wieczory- wracacie z tego nieformalnego posiedzenia rządu na papierosie, wychylacie kieliszek i wszystkie niesnaski idą w niepamięć. Pijecie, tańczycie i nawet krzyki Wiśniewskiej nie wywołują w was wizualizacji jej rychłej nieprzypadkowej śmierci.

Etap 4- może miasto?

I teraz powody mogą być 2 : albo łapie was lekka zamuła, bo przesadziliście z napojeniem albo kończy się alkohol a wy wciąż macie ochotę na więcej. Więc nagle zaczynacie rozkminiać, że może wyjdziecie na miasto, najlepiej tam gdzie jeszcze nie byliście. Rzucacie miliony propozycji, obczajacie wszystkie możliwe wydarzenia z datą dzisiejszą, szykujecie prowiant i w pośpiechu wychodzicie.

Etap 5- miasto

Po drodze kupujecie więcej alkoholu, bo nie macie już umiaru i znów pijecie. I wtedy nie wiadomo kiedy zdajecie sobie sprawę, że żadnego nowego klubu nie będzie, bo znów lądujecie w Szajbie. Od razu zaczynacie od stania w kolejce. Po alkohol oczywiście. Trochę potańczycie, ale w sumie za dużo ludzi i wszyscy spoceni i w ogóle chujowo. Więc idziecie na zewnątrz i tam spędzacie resztę imprezy zastanawiając się po chuj w sumie w ogóle wychodziliście z domu ?

Etap 6 – szczerość

Zaczynacie kolejną fazę najebania- szczere rozmowy. Rozmawiacie o najmniej odpowiednich rzeczach w najbardziej wskazującym stanie. Wiśnia już was nie wkurwia, bo sami krzyczycie niczym wyjce z Harry’ego Pottera. Nagle ekipa powoli się rozpływa, bo angielskie wyjścia to nasza specjalność.

Etap 7- gastro

Jest już wczesny ranek, więc postanawiacie zamówić taksówki. A w chwili gdy już dostajecie tego smsa z sakramentalnym : „taksóweczka czeka” to uświadamiacie sobie, że macie jeszcze w chuj spraw do załatwienia na mieście. I przecież są zniżki do Maca, a kolejka w Nynku wcale nie jest tak duża. No i jecie. Jecie bez takiego samego opętania jak jeszcze kilka godzin temu piliście. Jutro będzie wam wstyd za to nieumiarkowanie, ale do tego jeszcze długa droga.

Etap 8 – kac

Budzicie się po kilku godzinach snu z ogromnym pragnieniem wypicia czegokolwiek bez alkoholu i towarzyszy wam najbardziej dokuczliwe uczucie strachu. Pijecie wodę i znowu się kładziecie, ale już nie będziecie spać, bo strach nie da wam zmrużyć oka ani na minutę. Odpalacie telefon i sprawdzacie powiadomienia.

– 6 nieodebranych połączeń z nieznanego numeru ( to napweno taksówkarz i macie pewność, że Wicar po raz kolejny zablokuje wam numer)

– 7 smsów z tekstami w stylu „ żyjesz?” jakby rzeczywiście wczorajsza wizja końca świata miała jakiekolwiek szansę wydarzenia.

– 10 powiadomień na fejsie, które potęgują strach, bo chyba nikt nie pała sympatią do najebanego siebie wrzucającego zdjęcia z popijawy na takie portale

– 60 nowych zdjęć w folderze „rolka z aparatu”, żebym przypadkiem nie zapomniała jak to się zajebiście bawiłam zeszłej nocy. A jeśli byliście na imprezie z Wajdziak to folder powiększył się o 160 zdjęć, bo ta dziewczyna nie zna innej fotografii niż zdjęcie seryjne.

Prasówkę macie za sobą, więc warto podzielić się swą niedolą z kimś, kto czuje to samo, bo na sprawdzanie stanu konta jesteście jeszcze zbyt słabi.  Czas rozpocząć rozmowę konferencyjną i zebrać historię do kupy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s