25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.2

miniaturkaDwadzieścia pięć lat – tyle dokładnie wynosi termin ważności młodości na pełnych obrotach. Tyle właśnie otrzymasz jeśli od bieżącego roku odejmiesz mój rok urodzenia. Ten tekst miałam napisać już dawno, lecz za bardzo skupiona byłam na tym milionie rzeczy, które musze zrobić przed skończeniem studiów. Jestem jedną z tych osób, które lubi listy „TO DO”. Niekoniecznie lubię je tworzyć, ale lubię czytać gotowce. Tym razem jednak postanowiłam podsumować moją kończącą się już młodość akceptowaną społecznie poprzez 25 rzeczy, które trzeba zrobić przed ukończeniem 25 roku życia (część pierwsza).

15. Mieć listę piosenek, które kojarzą ci się z młodością

Zawsze byłam patetyczna do granic możliwości, jeśli chodzi o moją młodość, w związku z czym uwielbiałam pławić się w muzyce gloryfikującą te odmienne stany mojej świadomości. Jest mnóstwo piosenek, które są spersonalizowanym soundtrackiem moich kolejnych etapów życia. Przykładowo Birdy „People help the people” to piosenka, która kojarzy mi się z moim starym różowym komputerem i czasami, gdy z Damianem nieustannie piliśmy litrową półwytrawną Kadrakę. Słuchaliśmy tej piosenki jakby inne po prostu nie istniały, uosabiała całą naszą nostalgię tamtego okresu, a przy wersie „God knows what is hiding in those weak and drunken hearts” naprawdę wierzyliśmy, że Birdy śpiewa to o nas. Tak samo jest z Kings of Leon „Use somebody”, które kojarzy mi się z tym zajebiście idealistycznym czasem gdy kończyłam liceum i myślałam, że świat leży  mi u stóp. Spaliłam za sobą wszystkie mosty i po prostu wyjechałam. A z drugiej strony „Use somebody” słuchałam też w momencie, gdy skuterem potrąciłam staruszkę na pasach. W każdym razie ostatnio stworzyłam całą playlistę muzyki z czasów mojej młodości. 116 utworów, a każdy z innego momentu mojego życia, którego ta muzyka jest nieodłącznym soundtrackiem.

I teraz włącz i czytaj dalej !

16. Osiągnąć szczyt żenady w skali Twista

Jak byłam w gimnazjum istniały tylko 3 gazety: Bravo, Popcorn i Twist. Twist był jedną z lepszych pozycji- miał lepsze artykuły i lepszy papier. Miał też fantastyczną rubrykę żenady, gdzie ludzie opisywali najbardziej kompromitujące momenty ze swojego życia. Do dziś nie wiem kto i po co chciał się tym chwalić, ale Twist miał swoją skalę żenady. „Uciekaj z miasta” to było już maksymalne przegięcie, kiedy powinieneś zmienić tożsamość i wyjechać daleko stąd. W moim przypadku był to ten epizod na zajęciach z reportażu w tamtym roku. I nie, wciąż nie jestem na tyle odważna aby napisać to wprost, a tym bardziej do nieistniejącego już Twista. Napiszę więc: pozdrawiam wtajemniczonych.

17. Mieć kontrolowaną depresję

Młodość to taki czas, że w sumie nie trzymają się ciebie długotrwałe zmartwienia, lecz w życiu każdego młodego człowieka przychodzi gorszy czas, który jest idealnym momentem na depresję. Uwielbiamy pławić się w tym kontrolowanym stanie wrzucając na fejsa bardzo sugestywne pozycje muzyczne, odpisując swym przyjaciołom ochłapami nostalgicznych słów na bardzo pożądane w tym momencie komentarze. Lubimy nie wychodzić z domu, by po 2 tygodniach pokazowo udać się na imprezę, by cały wieczór sączyć wino, palić papierosy i nie powiedzieć ani słowa, bo przecież mam depresję. Jest to bardzo żałosne, ale zarazem bardzo młodzieńcze zachowanie, którego nikt w późniejszym życiu już wam tak łatwo nie wybaczy

18. Pojechać na festiwal muzyczny 

Kuba Wojewódzki kiedyś na swoim fanpage’u napisał: „Kto choć raz nie był na Openerze, ten nigdy nie był młody”. Coś w tym jest, bo to nie tak, że musisz się pokazać, ale festiwal muzyczny wyzwala doznania, których nie jesteś w stanie odtworzyć na żadnym innym gruncie. Doznanie namacalnej młodości, gdy zjarany chujową baką masz stany lękowe i nagle na scenę wychodzi korpulentny gość z gitarą i zaczyna grać „Towers” i całe przerażenie odchodzi, a wracając do rzeczywistości dowiadujesz się, że to Bon Iver i zakochujesz się w tym artyście na długie lata. To właśnie magia festiwali. I zgodzę się z Wojewódzkim, bo na realia polskie nie ma miejsca gdzie masz tak dużą szansę spełnić się muzycznie.

19. Przekroczyć deadliny, bo YOLO

Zazwyczaj jest tak, a w sumie nawet jest tak w tym momencie teraz, gdy to piszę, że najwięcej do powiedzenia temu elektronicznemu papierowi mam w chwili gdy goni mnie milion deadlinów. W tych samych momentach jest zajebiste zatrzęsienie mega dobrych imprez i mega patetycznych rozmów o życiu. W tych samych momentach zawsze pokłócisz się z kimś, z kim nie możesz być pokłócona, bo nie dajesz wtedy rady myśleć o niczym innym. W tych samych momentach zamykają twój ulubiony w mieście klub, a twoja siostra pierwszy raz w tym roku idzie się najebać na miasto. I tak jest kurwa za każdym razem ! I za każdym razem, niczym w piosence Juli ja się uginam pod presją i mówię sobie YOLO wiedzą, że oznacza to zarwanie 2 kolejnych nocy, ale robię to, bo zawsze powtarzałam sobie ten patetyczny cytat, który przywołuje już nie wiem który raz na tej stronie: collect moments and keep them for later.

20. Mówić tylko o sobie

Nie pamiętam czy miałam nieprzyjemność przechodzić ten okres w swoim życiu, ale pewnie tak. Zazwyczaj to zjawisko pojawia się w chwili gdy przez moment nie wiedzieć czemu masz złudne wrażenie, że jesteś lepszy od innych- szybciej się rozwijasz, robisz w życiu rzeczy bardziej widowiskowe, czytasz lepsze książki, masz więcej obejrzanych filmów na FilmWebie, cokolwiek. I przez tą chwilę odpierdala ci woda sodowa i bez opamiętania gadasz tylko o sobie. O ile jesteś na tyle kumatą osobą by wyłapać delikatne hejty przyjaciół po kilku imprezach, gdy wciąż pierdolisz o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach obsługi Excela czy tych zajebistych czarno białych zdjęciach, których nikt przed tobą nie zrobił tak dobrze,  o ile wyłapiesz hejty i się opamiętasz to jest jeszcze dla ciebie nadzieja na powrót do normalności. Jednak gdy nie kumasz delikatnych,  a później już ostrych hejtów, mało tego nie kumasz nawet gdy zostajesz wykluczony z paczki to znak, że jesteś w dużych tarapatach i niestety nie zasługujesz na jakiekolwiek politowanie.

21. Wkurwić wszystkich swoich przyjaciół

Bardzo często ten punkt pokrywa się z punktem wyżej, bo nic bardziej nie irytuje ludzi niż narcyzm i sodówa. W moim przypadku to się nie pokryło, lecz sytuacja była równie dramatyczna. Jestem znana z tendencji do spóźniania się i zawsze starałam się po prostu wykpiewać to faktem, że mam bardzo udokumentowane ku temu predyspozycje w postaci nazwiska. A później spotkałam Potoczną, którą szanuje nad życie i jest jedną z niewielu osób na tej planecie, która jest w stanie mnie zmusić żebym w wolny dzień zwlekła się z łóżka o godzinie 8.00. Historia, którą mam zamiar opowiedzieć miała miejsce w czasach, gdy jeszcze byłam w zarządzie tej telewizji, której nazwy nie wolno wymawiać. To było zajebiste kombo jeśli chodzi o organizację: najpierw były moje urodziny, później warsztaty w Lubinie, wyjazd, podchody, klip i na końcu te całe urodziny telewizji. Byłam już tak wypompowana, że gdy w dzień tych nieszczęsnych urodzin wróciłam na chatę właściwie tylko po to żeby się wykąpać i przebrać powiedziałam sobie : JEBEM NA TO. Wyciszyłam dźwięki w telefonie, położyłam się na łóżku, puściłam sobie mój ulubiony odcinek Family Guya i nonszalancko paliłam papierosa. Jakieś 2 godziny później, gdy jeszcze zdążyło mi się przysnąć ogarnęłam, że mam z 15 nieodebranych połączeń i 6 hejterskich smsów od Potocznej, która jak zwykle w takich chwilach nie przebierała w słowach. No to szybko się ogarnęłam i jadę. Gdy wchodziłam do klubu byłam gotowa na apokalipsę. I gdyby nie fakt, że byli tam już wszyscy z ekipy, łącznie z Potoczną to w sumie nawet bym się nie przejmowała. Liczyłam, że zanim zobaczę się z Niedźwiedziem spotkam wcześniej Jopę albo Maksi (nawet nie liczyłam na wsparcie ze strony Cyganki, która nigdy nie odpuszczała okazji żeby mi dojebać), jednak tak się nie stało. Poszłam w stronę baru, a tam stały wszystkie. Wiedziałam, że dostanę wysoce naszpikowaną wulgaryzmami reprymendę, bo pobiłam rekord spóźniając się 3 godziny na imprezę, której tak btw byłam poniekąd organizatorem. No i Potoczna zaczęła show, a gdy zobaczyłam, że te niewdzięczne dziewuchy jeszcze jej wtórują pomyślałam, że nie dam za wygraną. To był błąd. Wkurwiłam wszystkich tak bardzo, że musiałam opuścić klub. No i wyszłam, wyłączyłam telefon i czekałam. Po 5 minutach skumałam się, że to nie był dobry pomysł, bo wyłączając telefon straciłam możliwość jakiegokolwiek zabicia czasu. Włączyłam go i czekałam grając w Candy Crush Saga. No i wtedy zadzwoniła niezawodna Jopa, która nigdy nie staje w mojej obronie, ale nigdy też nie potrafi być na mnie wkurwiona. Przyszła po mnie z Cyganą, która znowu przywlokła za sobą jakiś przychlastów na szczudłach. Ta dziewczyna jest magnesem na popierdolonych ludzi. Wajdziak zrobiła sobie z nimi kilka debilnych zdjęć, wszystkie nieostre, bo robiła je Jopa. No i wróciłyśmy do klubu, gdzie zmuszona byłam przyznać Potocznej rację i się z nią pogodzić. To była nasza pierwsza i jedyna kłótnia, ale od tego momentu staram się zbytnio nie kozaczyć w starciach z Niedźwiedziem, bo pomimo serdecznego wyrazu twarzy, gdy zajdziesz jej za skórę to masz ostro przegwizdane.

22. Być na bezpłatnym stażu z myślą: „będę mieć do portfolio”

Ten etap życia przechodził każdy student na początku swej przygody z pseudo dorosłym życiem. No chyba, że masz wyjebane na całej linii i dla ciebie liczy się tylko szacunek ludzi ulicy. Ja niestety bezpłatnych staży mam w swoim CV całkiem pokaźną kolekcję. Nie wiem jak to się dzieje, że współcześni pracodawcy serio nie mają za grosz przyzwoitości i proponują ludziom te urągające staże, na których odwalasz najczarniejszą robotę, bo jest nikła szansa, że po 3 miesiącach niewolniczej pracy zaproponują ci jakąś bliżej nieokreśloną umowę. A jak po 3 miesiącach się ockniesz podczas rozmowy ze swoim przełożonym, który ci powie, że jednak nie będzie żadnej umowy to usłyszysz jeszcze bezczelne: „Ale będzie Pani miała do portfolio.” Najgorzej jest z branżą wideo, gdy przychodzi do ciebie taki początkujący raper lub co gorsza podrzędna DJ i chcą klip, ale taki na dachu albo na torach i oczywiście za darmo, bo on/ona mają fejm, więc się wypromujesz. Jeżeli ktokolwiek taki to czyta to niech raz na zawsze zakoduje: wijący się na dachu piczon to nie jest dobry klip, podobnie jak nostalgiczny czarno- biały raps idący wzdłuż torów.

23. Zakochać się w swoim najlepszym przyjacielu/przyjaciółce

To jest najgorsza z możliwych opcji, lecz niestety 90% osób przez to przechodzi. Większość się do tego nie przyznaje i po prostu cierpi w samotności, pije dużo alkoholu, a po imprezie gdy ten wybranek/wybranka całuje się z kimś innym wraca do domu słuchając Robyn „Indestrucible”. Jednak niektórzy wolą brawurę i wyznają swoje zatajone uczucia, które czasem znajdują odwzajemnienie, lecz najczęściej odbijają się bardzo dotkliwą ciszą i zapewne na jakiś czas zamrażają więzy przyjacielskie. I sytuacja wtedy jest co najmniej zjebana, bo macie wspólnych znajomych, ale skoro on/ona nie jest niczemu winny/winna, że się zakochałeś to czemu ma wypaść z ekipy. Więc raz, dwa, trzy wypadasz ty i zostaje ci już tylko Robyn, Adele albo Tracy Chapman, a później alkohol i jedzenie. Po kilku bardzo trudnych miesiącach i dodatkowych kilogramach wyczołgujesz się z łóżka i stawiasz pierwsze niepewne kroki w tym brutalnym świecie. Dajesz radę i przy odrobinie szczęścia wszystko wraca do normy, a jeśli nie dajesz rady i nie masz szczęścia to tracisz przyjaciół i resztki godności, bo jesteś jebanym Werterem, którego nikt nie zaprasza na imprezy.

24. Dać się naciągnąć na super ofertę

Pech chciał, że telemarketing w czasach mojej młodości zaczynał dopiero raczkować, w związku z czym nie mogłam wiedzieć, że te fantastyczne, spersonalizowane specjalnie na moje potrzeby, oferty to jedno wielkie korporacyjne gówno. Zaczęło się od playa, który nadzwaniał do mnie bez opamiętania, nie wiedząc, że nie zgodzę na jakiekolwiek zaproponowane przez nich warunki po tej spektakularnej maskaradzie, którą uskutecznili dwa lata wcześniej przysyłając mi rachunek opiewający na sumę 2 tysięcy złotych. Byłam odporna na tego typu zaczepki, jednak kiedy pani z GoodShave zadzwoniła do mnie pewnego sobotniego poranka, gdy na bardzo dotkliwym kacu oglądałam najnowszy odcinek beznadziejnej serii skinsów i powiedziała mi, że przyślą mi darmowe próbki super golarek, pomyślałam, że to świetna opcja i zgodziłam się. Przypomniałam sobie o tej akcji dopiero 2 tygodnie później, gdy moja siostra przyniosła mi te beznadziejne golarki ze skrzynki pocztowej. Rzuciłam je gdzieś na zapomnianą półkę w łazience i znów zapomniałam. Minęły kolejne 2 tygodnie, a wraz z 8 ostrzami ze stali nierdzewnej GoodShave przysłał mi rachunek na sumę 80 złotych. I tak było przez 2 miesiące, gdy skumałam, że musze zrezygnować z tego gówna, a stwierdziłam to w chwili kiedy chciałam ogolić nogi i postanowiłam wreszcie użyć tego wysokiej klasy produktu. Nie dość, że jak zwykle zacięłam się przy kostce to jeszcze ten podobno kuloodporny plastic, na cześć którego La Roux napisała piosenkę, się połamał. A pomimo faktu, iż ostrzy miałam już 30 to uchwyt tylko jeden. I w pizdu cały misterny plan. Dzwoniłam tam dobre dwa tygodnie, wydałam 220 złotych i wreszcie się uwolniłam. I nie śmiejcie się pod nosem, bo na pewno nie jestem osamotniona w tej akcji- jak nie golarki to Pure, a jak nie Pure to zetafon. Każdy spłaca własne super okazje.

25. Podsumować swoje życie

To ostatni punkt, który najlepiej odwlekać póki wypada. Ja bardzo odważnie definiowałam życie każdego jednego bohatera tego elektronicznego pamiętnika, lecz siebie zawsze zostawiałam w czasie teraźniejszym, nienarażonym na ocenę. I gdy teraz mam to za sobą to pomimo faktu, że z nikim się nie żegnam, bo póki co żadna z moich chorób nie jest śmiertelna, to trochę patosu muszę jeszcze po tej stronie zostawić. Bo żaden z tych punktów nie byłby możliwy do zaliczenia bez tych wszystkich ludzi, którzy już poblokowali mnie na fejsie i tych, którzy poblokują mnie gdy to opublikuję. W takich momentach cieszę się, że Emanuela nie potrafi korzystać z Internetu. Jedno jest w tym wszystkim ważne, by reasumując te kilka tysięcy dni życia mimo wszystko zostawić po sobie pozytywną puentę, bo depresyjne wpisy z czasów Photobloga i MySpace to już nie tylko przeszłość, ale przede wszystkim ogromna żenada. Więc piszę to ostanie zdanie słuchając Sarsy, bo w domu nigdy nie udaje, że mam wyrafinowany gust muzyczny, wiedząc na pewno, że cała ta historia to dopiero początek, bo wciąż mam ochotę na więcej. Teraz już na pewno Potoczna mnie skarci.

2 thoughts on “25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.2

  1. Pingback: 25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.1 | mlekonagazie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s