25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.1

11150144_1569858306620172_3126514490462649382_nDwadzieścia pięć lat – tyle dokładnie wynosi termin ważności młodości na pełnych obrotach. Tyle właśnie otrzymasz jeśli od bieżącego roku odejmiesz mój rok urodzenia. Ten tekst miałam napisać już dawno, lecz za bardzo skupiona byłam na tym milionie rzeczy, które musze zrobić przed skończeniem studiów. Jestem jedną z tych osób, które lubi listy „TO DO”. Niekoniecznie lubię je tworzyć, ale lubię czytać gotowce. Tym razem jednak postanowiłam podsumować moją kończącą się już młodość akceptowaną społecznie poprzez 25 rzeczy, które trzeba zrobić przed ukończeniem 25 roku życia.

  1. Skończyć studia

Zacznę jak nasi starzy, bo odkąd mam rwę kulszową i założenie skarpetek doprowadza mnie do płaczy to czuję się właśnie tak, jak mój stary. Może niewiele osób wnioskuje to z mojego prostackiego bloga, ale tak się jakoś w życiu zdarzyło, że skończyłam 2 kierunki studiów. I jakby to powiedział  ten pies, co udaje człowieka w internetach: ŻODYN SIĘ NIE PRZYDAŁ. Studia są najbardziej przereklamowanym lansem w historii Pokolenia Z. Studiowałam 6 lat i poza umiejętnością pisania podań nie nabyłam żadnych przydatnych skillów.  Jednak dążę do tego, że wypada skończyć studia przed 25 jeśli się je zaczęło. To jedna z tych niepisanych norm  społecznych, których w sumie nie kumasz, ale właściwie jak idziesz na wiksę i ktoś pyta cię: „Co studiujesz?” to trochę przypał powiedzieć : „Byłam na socjologii przez rok, później rzuciłam, bo WNS ssie. No i zaczęłam komunikację wizerunkową, ale w sumie social media ninją mogę być bez studiów. A teraz zaczynam dziennikarstwo na SWPS, bo zawsze fascynowali mnie ludzie.” No ileż kurwa można?

  1. Przeżyć cug alkoholowy

Nie jestem z tego zbyt dumna, ale w zeszłym roku akademickim razem z Jopa pobiłyśmy rekord:  15 dniowy ciąg alkoholowy. Nie szczycę się tym, jednak niewątpliwie młodość kojarzy się z używkami, a w związku z faktem, że moje ADHD blokowało chęć sięgnięcia po coś twardszego to skupiłam się na tych legalnych. Zaczęło się od przyjaźni z Okarmuską, która w cugach alkoholowych nie ma sobie równych. Nie zapomnę jak w związku z studiowaniem dwóch kierunków, pewnej soboty musiałam zrobić kilkugodzinną przerwę, co wywołało w Okarmusce wysoce niekontrolowaną odrazę dla mojej osoby.  W ramach rekompensaty musiałam kupić jej uszka bez barszczu robione przez Panią Janinę Michalską.

  1. Mieć śmieciową pracę

Każdy szanujący się młody człowiek powinien chociaż przez jakiś czas pracować na umowę zlecenie za urągającą stawkę. Ja zaczęłam tuż po maturze w sieci Kin Helios, łudząc się że będzie to miało cokolwiek wspólnego z pracą w kinematografii. Zarabiałam po 5 zł na godzinę, ale nikt mi nie odbierze tych niezapomnianych dialogów na papierosie, kiedy obrabiasz dupę swojej niekompetentnej kierowniczce, bo kazała ci zamiatać popcorn pod kanapą. Takie chujowe pracę naprawdę kształtują charakter, tym większy sukces jak masz za sobą przygodę w Call Center na wydzwonce, a jeśli wydzwaniałeś bazy zewnętrzne to świat leży u twych stóp, bo nic nie wyprowadzi cię z równowagi bardziej.

  1. Być na chujowej domówce

Kojarzycie ten moment, kiedy ktoś przez tydzień truje dupę, że robi wiksę na chacie, pierdoli jak to nie będzie zajebiście, jakiego to Projektu X nie odjebie, a później przychodzicie na tą domówkę. I już od progu jest wam głupio, bo ludzie siedzą na krzesłach w kole i słuchają braci Figo Fagot, a rozmowa, w przeciwieństwie do podłogi, ewidentnie się nie klei. Wtedy myślicie sobie: „Muszę po prostu wypić dużo wódki”. Pijecie jakby nie było jutra, a gdy wydaje Wam się, że minęło 4 godziny patrzycie na zegarek i jest 23:35, a ci ludzie oglądają już 9 z kolei chujowy filmik na Sadisticu. Kilka minut po północy nagle przypominacie sobie, że musicie nagle wyjść, bo zostawiliście w domu mleko na gazie. I wtedy wychodzicie ze swoją kumpelą, bo pierwsza zasada mówi: nigdy nie idź sam na domówkę do potencjalnych zjebów. Wychodzicie i twoja pijana do cna najserdeczniejsza przyjaciółka źle ocenia odległość od drzwi i krzyczy na całą klatkę schodową : „Co to kurwa było?”. I macie pewność, że ten biedny gość na pewno to usłyszał.

  1. Nie mieć hajsu na życie

To nie tak, że trzeba być typowym studenciakiem, co na stronie głównej ma JoeMonster, a w lodówce zawsze browary z Biedronki i pasztet Profit. Po prostu każdy młody człowiek musi choć raz nie mieć wystarczającej ilości hajsu do końca miesiąca, bo inaczej nigdy młody nie był. I znów wspomnę Okarmuskę, bo akurat ona towarzyszyła mi w czasach biedy, którą dzieliła ze mną jak równy z równym. To był listopad, najbardziej chujowy miesiąc, bo pewne jest, że nie masz już ani grosza z tego hajsu co go zarobiłeś na wakacjach, nie możesz dalej okłamywać rodziców, że potrzebujesz na książki, a tym bardziej powiedzieć im, że nie masz już kasy, bo przejebałeś wszystko na Bezsenność. Ten listopad 2011 roku dojebał nas wszystkich. Siedzieliśmy w kuchni na Przyjaźni paląc ostatnie papierosy z puli, którą Okarmuska przemyciła zza Bugu. Czekaliśmy na cud. I wtedy do mieszkania wpada Okarmus z Lukiem, a w ręce trzymają taką świece co się kupuję dzieciom na chrzest. Siadają, rzucają szmal na stół ( 100 złotych to był dla nas wtedy niezły szmal) i zaczynają opowiadać najbardziej odjechaną historię ever. Historię o kolesiu, którego spotkali pod Dominikańską, a on poprosił ich o papierosa. Okarmuska miała tego dnia dobry humor, więc oddała mu ten rarytas na co on popatrzył na nich, a z kieszeni wyjął plik pieniędzy niczym Siara Siarzecki. Powiedział, że za ten uczynek da im hajs, bo oni są biedni a on bogaty, a na szczęście dał im jeszcze tą świece. Świeca jak ją zapaliliśmy jebała kościołem, ale wino i papierosy nigdy nie smakowały tak dobrze.

  1. Zrobić coś po raz pierwszy i ostatni

Młodość to czas kiedy właściwie wszystko robisz po raz pierwszy, ale rzeczy które zarazem robisz pierwszy i ostatni raz są tymi, których się nie zapomina. W moim przypadku było to naćpanie się Acodinem. Teraz tak sobie myślę zanim napiszę to kolejne zdanie: uświadomiłam sobie, że większość rzeczy z tej listy robiłam z tą małą pyskatą dziewuchą zwaną Okarmuską. To był kolejny wieczór, gdy szukaliśmy sposobu na wypożyczenie filmu, pech chciał że od wielu tygodni wszyscy nasi ludzie (tak naprawdę zawsze dzwoniliśmy tylko do Badeckiego) mieli zepsute nagrywarki. Nasza desperacja była tak wielka, że Marta sprawdzała nawet w google pod hasłami  „trawka wrocław”. Gdy stwierdziliśmy, że sprawa jest przegrana Bartek wpadł na pomysł, że musimy znaleźć alternatywę, a jedyną alternatywą wydawał się ten obskurwiały lek przeciwkaszlowy. Pojechaliśmy do całodobowej apteki na Zaporowskiej, jednak pracująca tam kobieta zwęszyła podstęp, więc kupiliśmy mniej niż było nam potrzebne. Ja w związku z faktem, że się trochę cykam wzięłam mniejszą dawkę, popiłam sokiem grapefruitowym, którego nienawidzę,  ale podobno tak trzeba.  Bartek był wirtuozem klimatu jeśli chodzi o takie akcje- położył nas i puścił muzykę, ale pojebały mu się playlisty, bo po 2 godzinach wstał oblany zimnym potem i z przerażeniem w oczach przełączył tą psychodelę przeznaczoną na inne tripy. Ja pamiętam to jak podróż pociągiem: zamknęłam oczy i ruszyliśmy. Tej nocy nie spałam ani minuty – cała ta podróż przypominała sinusoidę emocjonalną: raz czułam, że wszystko jest doskonałe i takie nieskażone, a chwilę później byłam na maksa przerażona jakby za chwilę miał się skończyć świat.

  1. Pokłócić się na śmierć ze w swoim najlepszym przyjacielem

Ja niestety robiłam to wiele razy podczas mojej młodości, ale za każdym razem wspominam to z wielką sympatią. Z Damianem można powiedzieć nie rozstajemy się od pamiętnego Openera 2012 roku. Nasza przyjaźń jest bardzo intensywna i bezkompromisowa. W związku z niekwestionowanym faktem, że Damian jest pedałam nauczył mnie, że nie warto kłamać dla uprzejmości,  więc za jego przykładem również waliłam wprost najbardziej przykre rzeczy, które leżały mi na żołądku. Wszystko zmieniło się z dniem, gdy Damian się zakochał. Te 6 miesięcy było dla nas katorgą. Jakakolwiek próba naprawienia sytuacji kończyła się bardzo niesmaczną wymianą zdań. Przestaliśmy lajkować swoje posty na fejsie, na imprezach ledwo się do siebie odzywaliśmy, a w pracy podkładaliśmy sobie naprawdę mocne świnie. A później Damian wyjechał do Holandii, żeby zarabiać pieniądze. I kiedy zadzwonił do mnie w moje urodziny, żeby powiedzieć mi, że po raz kolejny wyrzucili go z pracy, bo tym razem staranował wózkiem widłowym całą dostawę chipsów- odpuściłam.

  1. Przeżyć swój własny Projekt X

Swoją aktualną i mam cichą nadzieję, że wieczną paczkę przyjaciół znam z organizacji studenckiej zrzeszającej najbardziej  pozytywnie odjechanych zajawkowiczów na świecie. I jeśli Potoczna to przeczyta to wyjebie mi w twarz za tych zajawkowiczów, ale no nie wszyscy z nas są niszowymi wrocławskimi fotografami, którzy właśnie wydali swój album. W owej organizacji, której nazwy nie wymienię, bo nie uznaję lokowania produktu mamy taką tradycję, że co pół roku jedziemy na totalne zadupie aby powitać nowych członków, a w rzeczywistości zrobić totalny rozpierdol, po którym dochodzimy do siebie cały kolejny tydzień. Zapewne każdy z Was po przeczytaniu punktu 4 pomyśli sobie, że jestem tym właśnie zjebem, co się przechwala, jednak zapewniam, że tak nie jest. Wyjazdy to 6 dni w roku, gdy każdy z nas zapomina o tym ułożonym lub nie życiu, które prowadzi na co dzień, bierze kilka litrów wódki, 2 pary dresów i jedzie się totalnie zresetować. A drugiego dnia zawsze bierzemy stos kartonów, świńskie podroby, w chuj totalnie oderwanych od rzeczywistości gadżetów i idziemy na podchody. A co się dzieje na podchodach, zostaje na podchodach. I tak już zostawiliśmy godność Jopy po wypiciu sztucznej krwi, sztucznego trupa autorstwa Puzia i Korzana, wymiociny Boberdy w autobusie PKS GŁHWZ, miliony petard i setki butelek wódki.

  1. Zrobić coś twórczego

Ja doszłam do tego dopiero po czasie, bo w wieku 23 lat, wtedy założyłam bloga i zaczęłam przygodę z telewizją. I może się to wydawać głupie, bo tak naprawdę ciężko stwierdzić dla kogo to robisz, ale gdy uświadomisz sobie, że robisz to przede wszystkim dla siebie to znaczy, że znalazłeś drogę. I tak przez te ostatnie 2 lata: stworzyłam bloga, nauczyłam się montować, stworzyłam kilka klipów i 2 kreatywne marki, które są dla mnie teraz całym życiem. Bo wutka jest wutka, ale żeby ją pić i nie być żulem musisz mieć coś więcej.

  1. Wygrać główną nagrodę w konkursie

I nie chodzi mi tutaj o konkurs na najczystszy pokój na kolonii w Kołobrzegu, chodzi mi o prawdziwy konkurs i prawdziwą nagrodę. Mi udało się dopiero w tym roku – wygrałam 5 tysięcy za punkt 9. Potoczna wygrała 4 bilety na Openera, a my wszyscy wygraliśmy życie, bo zabrała nas ze sobą.

  1. Przeżyć spektakularną porażkę

Raz musi się zdarzyć każdemu. Porażka tak wielka, że myślisz sobie, że gorzej być nie może i rzeczywiście: zazwyczaj nie jest. W moim przypadku była to magisterka z ekonomii na Uniwersytecie Wrocławskim – po prostu nie było rzeczy, której bym tam nie spierdoliła. Już od samego początku, gdy zobaczyłam tych ludzi chodzących na zajęcia w garniturach, tych prowadzących, którzy zamiast uczyć nas liczyć pierdolili o tym z czego zrobiony był pierwszy banknot. No i w pewnym momencie to było dla mnie zbyt wiele i po prostu przestałam bywać. W 6 miesięcy obejrzałam 400 filmów i nie zaliczyłam ani jednego przedmiotu.

  1. Mieć złamane serce

Mój aktualny chłopak pewnie powie, że to niemożliwe, ale tak- miałam kiedyś złamane serce. I zupełnie nie wiem czemu, ale wróżba Carrie Bradshaw, że żałoba po związku trwa połowę tego związku totalnie się sprawdziła. Piłam wtedy dużo wina, słuchałam Adele i pisałam depresyjne teksty, których na pewno nigdy tutaj nie znajdziecie.

  1. Łudzić się, że twój przyjaciel gej zostanie hetero

Niestety geje są przystojni i w związku z faktem, iż nie ma na świecie osoby, z którą masz lepszy kontakt niż  z nim to zawsze na początku znajomości z takim gościem myślisz sobie, że pewnie jest gejem bo jeszcze nie był z dziewczyną. Marzysz o dniu kiedy przyjdzie do ciebie i pijany wyzna ci, że chyba jest  w Tobie zakochany. Porzuć nadzieje – ten dzień nigdy nie nadejdzie.

  1. Przeżyć najbardziej niezręczny wieczór ze swoimi przyjaciółmi

Gdy spędzasz z kimś na maksa dużo czasu i znacie się mega dobrze to przychodzi taki moment, gdy zwykłe picie wina przy muzyce przestaje wam wystarczać. Wtedy wpadacie na najbardziej pojebany pomysł ever i teraz scenariusz zależy od waszego aktualnego statusu związku: jeśli w waszym gronie są ludzie mający kogoś to zapewne wybierzecie masochistyczną zabawę w „prawda czy wyzwanie”. Będziecie zadawać sobie najbardziej wstydliwe pytania, a odpowiedzi niestety będziecie pamiętać jeszcze długie lata. Jednak może być gorzej, bo gdy wszyscy jesteście singlami rezygnujecie z prawdy i wybieracie same wyzwania… I tutaj zakończę niczym Stefan Żeromski w „Przedwiośniu”.

25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.2

Advertisements

One thought on “25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.1

  1. Pingback: 25 rzeczy przed 25 rokiem życia cz.2 | mlekonagazie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s